Nie było łatwo, ale na pewno warto… #świadectwo

Dużo radości daje mi zawsze możliwość podzielenia się jakąś częścią siebie, tym co wpłynęło na to kim jestem i gdzie jestem. Ten krótki odcinek mojego życia nie jest pełen zawirowań niczym bohatera powieści Dostojewskiego „Zbrodnia i kara”. Starałem i cały czas staram się odczytywać Boże działanie w mojej zwykłej codzienności, chociaż nie zawsze to działanie rozumiem i chcę je przyjmować.

Pochodzę z małej miejscowości i od czasów Komunii Świętej jestem blisko ołtarza. Służba przy ołtarzu było wtedy bardzo interesująca. Mogłem, jako ministrant pomagać księdzu przy sprawowaniu Najświętszej Ofiary, co było dla mnie dużym wyróżnieniem i dawało wiele radości, tym bardziej, że kapłani w mojej parafii zawsze doceniali obecność ministrantów i byli dla nas otwarci. Za to jestem wdzięczny Bogu, że postawił na mojej drodze księży, którzy rzeczywiście swoim świadectwem pokazywali, że zawierzyli Panu Bogu swoje życie i są szczęśliwi w swoim powołaniu. Niewątpliwie ich obecność miała też wpływ na moja decyzję o wstąpieniu do seminarium.

Z czasem kiedy dorastałem, spędzałem coraz więcej czasu z duchownymi, którzy posługiwali w mojej parafii. Byłem ciekawy ich życia, miałem wiele pytań, ceniłem sobie ich obecność i gotowość pomocy. W szkole zarówno w gimnazjum, jak i liceum znajomi zaczęli twierdzić, że w przyszłości na pewno będę księdzem. Początkowo mnie to denerwowało, bo nie dopuszczałem do siebie tej myśli. Z jednej strony wiedziałem, że księża nie biorą się z kosmosu, a z drugiej myślałem, że są to ludzie, którzy odkąd sięgają pamięcią, to są przekonani o swoim powołaniu. W tej perspektywie patrząc na siebie twierdziłem, że jest to wręcz niemożliwe, żeby Pan Bóg chciał mnie jako kapłana. Z nauką nie miałem większych problemów, lubiłem spotykać się za znajomymi, uprawiać sport i cieszyć się tym co miałem.

Jak prawie każdy nastolatek przeżyłem także swój okres buntu, kiedy myślałem, że wszystko mi wolno, rodzice mnie nie rozumieją, a nauczyciele w szkole tylko patrzą na to, jakby utrudnić mi życie. Zacząłem wtedy coraz częściej uczęszczać na Eucharystię, która dawała mi oderwanie od codzienności. Wiedziałem, że mogę spotkać tam Boga, który mnie wysłucha, zrozumie i chce pomóc. Nie chodziło wcale o wyklepanie różańca czy jakiejś litanii, ale o szczerą rozmowę na tematy, które leżały mi na sercu. To naprawdę działało! On odpowiadał na wszystko, nie zawsze od razu, ale pokazywał, że warto Mu ufać. Msza Święta stała się więc dla mnie istotną częścią dnia. Starałem uczestniczyć się w niej codziennie, a kiedy mi się nie udawało, dzień wydawał się jakoś uboższy. Ta permanentna obecność Boga w moim życiu sprawiła, że myśli o seminarium zaczęły się nasilać. Przestałem je odrzucać i zaakceptowałem jako coś normalnego, cały czas do końca nie wierząc w możliwość ich realizacji.

W końcu po maturze przyszedł czas wyboru. Cały czas zastanawiam się, co mną kierowało, albo bardziej Kto przy wyborze kierunku studiów. Jeszcze parę miesięcy wcześniej w ogóle nie wierzyłem w możliwość zdania matury i bardziej miałem w planach poszukać jakiejś pracy, a w dodatku byłem zakochany. Także z jednej strony te uporczywe myśli o seminarium, a z drugiej tyle znaków, które wskazywały zupełnie co innego. Pan Bóg jednak ma plan. Dzień i noc przed przyjazdem do mojego nowego domu, to chyba najdziwniejsze uczucie jakiego doświadczyłem przez całe moje życie. Sam nie wierzyłem, że to się dzieje. Myślałem, że wszystko tracę, a tak naprawdę zyskałem więcej niż w ogóle mogłem sobie wyobrazić. Dla prawdziwej Miłości jesteśmy w stanie zrezygnować z wielu rzeczy, nawet jeśli po ludzku patrząc przeczymy sami sobie.

Podczas tegorocznych rekolekcji wielkopostnych, które prowadził dla nas Ojciec Michał – Paulin z Jasnej Góry, powiedział, że w większości przypadków nasze motywy przyjścia do seminarium są błędne, ale Panu Bogu nawet to nie przeszkadza. Pismo Święte jest pełne złych startów, a wszystko zależy od mojej relacji z Nim. Jeżeli naprawdę się z Nim spotkam to On będzie mnie przemieniać. Nie było łatwo zaufać, nie było łatwo się przełamać, nie było łatwo dopuścić do siebie tej myśli. Wiem jedno, na pewno było warto, bo Bóg działa i nie powołuje mocnych, ale umacnia powołanych.

kleryk

PS.
Zapraszamy Cię do krótkiej modlitwy. Prośmy za tego, który podzielił się z nami świadectwem powołania, a także o nowe powołania do kapłaństwa i życia zakonnego:
Panie Jezu Chryste, Ty wybrałeś Apostołów i przywołałeś ich do siebie. Spraw, aby ci, których dzisiaj przyzywasz do tej misji zbliżyli się do Ciebie i weszli na drogę kapłaństwa. Dodawaj im odwagi, nadziei i konsekwencji w działaniu, aby nawiązali bliską więź z Tobą, codziennie rozeznawali Twój głos i podążali za nim, znajdując oparcie w nas i w całej wspólnocie Kościoła. Ufamy, że Twoja miłość obdarzy pełnią radości życie młodych ludzi, a nas wszystkich uczyni dojrzałymi i odpowiedzialnymi za Kościół i Ojczyznę. Prosimy o to przez wstawiennictwo św. Wojciecha i bł. Michała Kozala. Który żyjesz i królujesz na wieki wieków. Amen.

Zostaw swój komentarz

© 2020 Blog PWSD w Gnieźnie "Powołani". Wszelkie prawa zastrzeżone.