Zadał tylko jedno pytanie: „Czy kochasz mnie”? #świadectwo_powołania

Przed nami kolejne świadectwo powołania. Jeśli śledzicie je na bierząco to zauważycie, że coś tu się powtarza. Tak, to samo słowo z Księgi Jonasza. Ale pamiętajcie, że Pan Bóg może woła  przez to samo słowo Boże, ale za każdym razem w sposób unikatowy i wyjątkowy. Niepowtarzalny.

A Jonasz wstał, aby uciec do Tarszisz przed Panem. Zszedł do Jafy, znalazł okręt płynący do Tarszisz, uiścił należną opłatę i wsiadł na niego, by udać się nim do Tarszisz, daleko od Pana. (Jon 1, 3)

W mojej drodze za Panem podobny jestem trochę do Jonasza. Kiedy uświadomiłem sobie, że On mnie powołuje, powiedziałem stanowcze NIE. Kilka lat przed seminarium byłem na pewnych rekolekcjach młodzieżowych organizowanych przez naszą diecezję (na które jechałem z powodów nie do końca religijnych, co raczej towarzyskich i zapychających czas wolny). I właśnie tam Bóg sobie wymyślił, że ma dla mnie wspaniały plan. Zawołał mnie po imieniu, tak jak w Ewangelii. Doświadczyłem wtedy wielkiego pokoju i radości.

Było jednak jedno „ale”… Nie podobało mi się życie księdza. Uważałem, że to nudne, smutne, dla tych co w życiu nic im w życiu nie wyszło. Miałem bardzo negatywny obraz kapłaństwa, więc zacząłem uciekać. Udowadniałem Panu Bogu na wszelkie możliwe sposoby, że się do tego nie nadaje, że są lepsi, że jak zrobię takie a takie rzeczy, to na pewno mu się odwidzi to całe moje powołanie. Ale On ma cierpliwość. Tak samo jak w przypadku Jonasza, nie rezygnuje, ale o niego walczy (Jego metody nie zawsze nam się podobają). I pokazywał mi na różne sposoby, że mimo wszystko – właśnie takiego – mnie chce. Pokazywał dobrych, świętych, a przede wszystkim szczęśliwych księży. Bo to chyba była moja największa obawa – że będę nieszczęśliwy.

Jak Pan Bóg zaczyna to i doprowadza do końca. Powiedziałem Mu „Jeśli nadal mnie chcesz to dobra. Spróbuje. Ale nie licz na dłużej niż miesiąc”. I trochę się przeciągnęło, bo to mija już kolejny rok 😊. I oczywiście w trudnych momentach nadal próbuje dyskutować, że to nie tak jak sobie wyobrażałem. Jestem jednak szczęśliwy – błogosławiony przez Boga. I teraz zaczyna się spełniać moje marzenie, którego nigdy nie byłem świadomy – głosić Boże miłosierdzie. Już nie chce uciekać przed Bogiem. Kiedy to zrozumiałem, On wziął mnie tak jak Piotra nad Jeziorem Galilejskim na bok, aby porozmawiać. Nie pytał „dlaczego?”. Nie mówił „jak mogłeś?”. Zadał tylko jedno pytanie: „Czy kochasz mnie”? Doświadczyłem Jego miłości i mogę powiedzieć: Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham (J 21,17).

kleryk

PS.
Dołączamy krótką modlitwę. Możesz poświęcić 30 sekund swojego życia za osobę, która podzieliła się skrawkiem swojego życia oraz w intencji nowych powołań kapłańskich, zakonnych i misyjnych:
Boże, nasz Ojcze, prosimy, porusz serca ludzi młodych, aby nie bali się odpowiedzieć na głos Twojego wezwania i poślij nam nowych głosicieli Twego Słowa, niestrudzonych misjonarzy nadziei, którzy będą nieść pokój, dobro i miłość wszędzie tam, gdzie Ty ich postawisz. Amen.

 

Zostaw swój komentarz

© 2020 Blog PWSD w Gnieźnie "Powołani". Wszelkie prawa zastrzeżone.