Boża oferta… #świadectwo_powołania

  • Tagi

Historia mojego powołania tak naprawdę nie jest moją. Jest to Boża miłość, którą odkrywam w Nim, w drugim człowieku i w sobie. Powołanie to nie stwierdzenie co mi się najbardziej kalkuluje czy opłaca. Jest to wezwanie Boga do miłości, do świętości, które mam realizować na drodze, którą On mi sam proponuje. Jego plan jest najlepszy, choć w swoim życiu często starałem się udowodnić, że jednak ja mam rację.

W szkole podstawowej zostałem ministrantem. Dość często pojawiałem się w kościele, udzielałem się w grupach przy parafii, służyłem swoimi talentami. O kapłaństwie nie myślałem zbyt wiele, z pewnością bardziej widziało tę drogę dla mnie otoczenie niż ja sam. Im byłem starszy tym częściej pojawiały się kalkulację: co będzie lepsze dla mnie? Kapłaństwo czy małżeństwo? Co da mi więcej szczęścia? Wydawało mi się, że Pan Bóg dał mi wtedy poznać, co mam robić w życiu.

Miejsce przy ołtarzu zamieniłem na miejsce na chórze. Zakochałem się. Byłem pozornie „zadowolony” z siebie i z życia. Liceum minęło szybko i przyszedł czas kolejnych decyzji, czyli w moim przypadku kalkulacji i „negocjacji” z Bogiem. Szedłem w zaparte. Postawiłem na swoim, a Jego nie chciałem słuchać, argumentując, że myśl o kapłaństwie nie jest dla mnie, a gdyby nawet to nie jest jeszcze ten czas. Wtedy liczyłem, że Pan Bóg „przyklepie” co zaplanowałem. Czułem spokój tylko na pierwszym roku studiów. Pomimo, że uczyłem się, pracowałem, miałem swoją sympatię, znajomych przyszedł taki czas, że Pan Bóg zaczął przypominać o tym, co kiedyś w sobie próbowałem zagłuszać.

Tak prowadził moje ścieżki, że na trzecim roku mogłem bez przeszkód myśleć o drodze rozeznawania powołania właśnie w seminarium duchownym. Nie byłbym sobą, gdybym w tym momencie nie zaczął kalkulować i po raz kolejny „negocjować” z Bogiem warunki mojego powołania. Odkryłem, że najlepiej rozmawiać z nim podczas adoracji lecz to spotkanie przypominało bardziej monolog z mojej strony, ponieważ wciąż zagłuszałem Chrystusa swoimi nieustannymi wywodami i przemyśleniami. Nie pozwalałem wtedy dojść Bogu do głosu, bo wpierw ważniejsze były moje kalkulacje.

Szala zaczęła się przechylać w stronę kapłaństwa, ale Pan Bóg wtedy mi pokazał, że powołanie to nie waga, która ma mi dać więcej. Dopiero chwile ciszy przed Eucharystycznym Jezusem pozwoliły, aby zamierał w moim sercu hałas, który ja sam powodowałem. Po raz pierwszy wtedy spotkałem Jezusa podczas adoracji tak bardzo blisko. Bóg jest cierpliwym słuchaczem ludzkich kalkulacji, ale tylko On wie, co jest dla mnie najlepsze. Ma przygotowaną najlepszą ścieżkę dla każdego. Potrzebowałem jeszcze czasu, aby to w pełni zrozumieć.

Przyjechałem do Gniezna, spotkałem się ze znajomymi, ale coś wewnętrznie mnie tchnęło żebym przejść się wokół katedry. Myślałem, co dalej. Układałem scenariusze, rachowałem. Dotarło do mnie, że każda moja kalkulacja to zagłuszanie Boga. I poprosiłem w tamtej chwili: Boże jak mam iść do tego seminarium to daj mi widzialny znak. Odpowiedź leżała na ziemi. Schodząc po schodach zauważyłem małą wizytówkę. Podnoszę ją. Patrzę. Nie dowierzam. Z jednej strony jest na niej napisane: „Wyjątkowe czasy domagają się wyjątkowych i światłych kapłanów – bł. Michał Kozal”, a z drugiej krótka modlitwa o odwagę przyjęcia tego, co Bóg dla mnie przygotował oraz logo PWSD. Wtedy nogi się pode mną ugięły. A Bóg wlał w moje serce spokój i przekonanie, gdzie mam iść.

Zrozumiałem wtedy, że brakowało mi odwagi i po ludzku chciałem zagłuszyć Boże wezwanie poprzez moje kalkulacje. On jednak cierpliwie czekał i wskazał mi drogę. Dziś z przekonaniem mogę powiedzieć, że żadne ludzkie kalkulacje nie są w stanie zagłuszyć Bożego planu i Jego Miłości względem każdego z nas! Ufać to znaczy być i słuchać. W hałasie własnych myśli i kalkulacji zrobić miejsce na błogą ciszę przychodzącego Boga. Dziś jestem wdzięczny, że tego dnia, gdy znalazłem tę wizytówkę, nikt nie zamiatał wokół katedry. Tak otrzymałem ofertę/zaproszenie Pana Boga do pójścia tą drogą, którą On sam dla mnie wybrał 🙂

kleryk

PS.
Dołączamy krótką modlitwę. Możesz poświęcić 30 sekund swojego życia za osobę, która podzieliła się skrawkiem swojego życia oraz w intencji nowych powołań kapłańskich, zakonnych i misyjnych:
Boże, nasz Ojcze, prosimy, porusz serca ludzi młodych, aby nie bali się odpowiedzieć na głos Twojego wezwania i poślij nam nowych głosicieli Twego Słowa, niestrudzonych misjonarzy nadziei, którzy będą nieść pokój, dobro i miłość wszędzie tam, gdzie Ty ich postawisz. Amen.

 

Zostaw swój komentarz

© 2020 Blog PWSD w Gnieźnie "Powołani". Wszelkie prawa zastrzeżone.