Ty ścieżkę życia mi ukażesz… #świadectwo

Chciałbym, aby ten tekst nie był zwyczajnym świadectwem o powołaniu (pewne osoby powiedzą, że żadne świadectwo nie jest zwyczajne) ani nudnym, teologicznym tekstem o kapłaństwie. Chciałbym, żebyś w tym tekście w jakimś stopniu odnalazł siebie. Bo chociaż każdy swoje życie przeżywa inaczej, to zawsze jesteśmy częścią wspólnoty i w czymś jesteśmy podobni. Mam nadzieję, że mój potoczny język (może czasami za bardzo), nikogo nie urazi 😊

Powołanie? Ja? Seminarium? Bez przesady. A może? Sam nie wiem… Założę się, że każdy z kleryków zadawał sobie kiedyś takie pytania. Ja na pewno. Żeby zebrać się w sobie i zdecydować się na ten krok potrzeba odwagi. Ale jak w ogóle rozeznać czy kapłaństwo jest tym, czego Pan Bóg ode mnie chce?

Może jesteś akurat takim typem młodego chłopaka, który angażuje się w parafii, uczestniczy w różnych spotkaniach. Masz już trochę poukładane jeśli chodzi o wiarę w Boga i swoje miejsce w Kościele. Z jednej strony czujesz, że kapłaństwo to fajna sprawa, dobra opcja dla Ciebie i myślisz, że tego Szefu na Górze od Ciebie oczekuje. Z drugiej czujesz, że kompletnie się do tego nie nadajesz, brakuje Ci „tego czegoś”, masz świadomość, że święty nie jesteś, albo wystarczająco święty nie jesteś. Kiedy do tego dobijemy jeszcze jedną czy drugą dziewczynę, która może Ci się podobać, opcję fajnych studiów i wymarzonej pracy to już w ogóle totalny misz-masz. A na koniec, jako wisieńka na torcie – oczekiwania rodziców, presja otoczenia, znajomy ksiądz, który różnymi zaczepkami sugeruje, że seminarium to Twoje miejsce. Tysiąc myśli na minutę i sam nie wiesz, co masz z tym wszystkim zrobić.

Ja też nie wiedziałem.

Odkąd pamiętam, byłem zaangażowany w życie mojej parafii. Bycie ministrantem, później członkiem wspólnoty młodzieżowej dawało mi poczucie, że ktoś mnie akceptuje takim, jakim jestem. Było mi tam po prostu dobrze. Fajna opcja spędzania wolnego czasu, znajomi, wyjazdy – czego chcieć więcej. A że przy okazji jest modlitwa, to tym lepiej. Czułem, że nawiązuję jakąś relację z Bogiem, chociaż wtedy, w gimnazjum, nigdy bym tego tak nie nazwał.

Któregoś roku wyjechaliśmy z naszą wspólnotą na spotkanie młodych z okazji wspomnienia bł. Karoliny Kózkówny. Spotkanie zaczęło się w klasztorze w Mogilnie i stamtąd mieliśmy przejść krótką pielgrzymką do Dąbrówki koło Mogilna. Siedziałem wtedy chyba w czwartej ławce, za filarem, obok na ścianie wisiały stacje drogi krzyżowej i wtedy usłyszałem jakie jest hasło tego spotkania – Ty ścieżkę życia mi ukażesz. Generalnie chodziło o ochronę życia poczętego (był wtedy rok duszpasterski temu poświęcony, a bł. Karolina zginęła śmiercią męczeńską broniąc swojej czystości). Ja jednak widziałem w tym haśle coś innego – ścieżka życia, mojego życia, mojego powołania, mojej drogi, którą mam przejść. „Ty” – czyli Pan Bóg pokaże mi drogę, którą mam iść w życiu.

Ty ścieżkę życia mi ukażesz…

Banalne, prawda? Moja interpretacja tych słów nijak miała się z ich znaczeniem dla tego spotkania i przeżywanego roku, mijała się też ze znaczeniem teologicznym. Ale dla mnie wtedy i dzisiaj nadal ważne jest, że to był pierwszy moment mojego życia, w którym Bóg do mnie przemówił. Gwarantuję Ci, że w Twoim życiu już miałeś takie momenty i jeszcze sporo będziesz ich miał.

Naszym problemem nie jest to, że Bóg do nas nie mówi, ale to, że nie potrafimy Jego głosu usłyszeć. On mówi do każdego z nas, do Ciebie i do mnie, we własny, niepowtarzalny sposób. To, co do mnie przemawia i co ja uważam, za słowo skierowane do mnie, dla Ciebie może zupełnie nic nie znaczyć. Ale ważne, żebyś szukał tego, jak Bóg do Ciebie mówi. Wiem po sobie, że Bóg nie przestaje na jednym razie – powie raz i koniec. Usłyszysz – to dobrze, nie usłyszysz – Twoja strata.

Małe znaki Bożej obecności w Twoim życiu – postaraj je w sobie zobaczyć. Łatwo nie będzie . Nie będziesz kompletnie wiedział, jak się za to zabrać. Nie podam Ci gotowego rozwiązania, bo go nie ma. Jest tylko jedna opcja, jedna rzecz, która wszystko rozwiązuje – modlitwa. Nie klep formułek, ale stań w ciszy przed Bogiem. Wyrosłeś już z paciorków (niczego nim nie ujmując). Jesteś na tyle dużym chłopcem, żeby zacząć do Boga mówić swoimi słowami. Sam musisz stwierdzić, czy jesteś też na tyle dojrzałym mężczyzną, żeby zacząć z Bogiem rozmawiać. Widzisz różnicę, prawda?

Skąd wiem, że te słowa, które usłyszałem 12 lat temu w Mogilnie były słowem Boga do mnie? Pochodzą z Psalmu 16, który odmawiamy w każdy czwartek w komplecie, brewiarzowej modlitwie na zakończenie dnia. Inne słowa tego psalmu są też obecne w modlitwie, którą odmawia się w czasie obłóczyn, przy uroczystym pierwszym założeniu sutanny. Zawsze, kiedy ten psalm śpiewamy w czasie Mszy, wracam wspomnieniami do tego spotkania i do wszystkich momentów mojego życia, którym towarzyszyły te słowa.

To jest moje doświadczenie Bożego słowa. Jestem pewien, że Ty też masz swoje. Możesz go teraz nie widzieć i kompletnie nie rozumieć. Ale nie poddawaj się. Zaufaj.

kleryk

PS.
Dołączamy krótką modlitwę. Możesz poświęcić 30 sekund swojego życia za osobę, która podzieliła się skrawkiem swojego życia oraz w intencji nowych powołań kapłańskich, zakonnych i misyjnych:
Boże, nasz Ojcze, prosimy, porusz serca ludzi młodych, aby nie bali się odpowiedzieć na głos Twojego wezwania i poślij nam nowych głosicieli Twego Słowa, niestrudzonych misjonarzy nadziei, którzy będą nieść pokój, dobro i miłość wszędzie tam, gdzie Ty ich postawisz. Amen.

 

 

Zostaw swój komentarz

© 2020 Blog PWSD w Gnieźnie "Powołani". Wszelkie prawa zastrzeżone.