Sąsiad Kościoła… #powołany_do_przyjaźni_z_Bogiem

Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a ja was pokrzepię (Mt 11, 28).

Żaden człowiek nie jest na tyle bogaty, aby nie potrzebował Sąsiada... To węgierskie przysłowie doskonale odzwierciedla to  co przeżyłem kilka lat temu. Od zawsze byłem blisko Kościoła zarówno pisanego z małej jak i wielkiej litery. W pewnym momencie swojego życia zacząłem sukcesywnie się od Niego oddalać. Było to spowodowane pracą, która nie miała ściśle określonych ram godzinowych. Paradoks sytuacji był taki, że naprzeciwko domu, w którym mieszkałem stał kościół. Mimo to, byłem obojętny na ten fakt, z powodu braku możliwości uczestnictwa w wieczornej Mszy Świętej.

Jednak pewnego razu, w piątek w czasie Wielkiego Postu wróciłem wcześniej z pracy i coś lub Ktoś tchnął mnie do tego, aby iść do kościoła, pomimo tego, że Eucharystia już trwała. Wszedłem do kościoła, zanurzyłem rękę w wodzie święconej czyniąc znak krzyża na czole i sercu. Msza święta trwała, stanąłem na końcu nawy głównej tuż za kruchtą kościoła, nie chcąc rzucać się w oczy. 15 lat służyłem jako ministrant i dziwnie się czułem, gdy byłem z tej drugiej strony ołtarza. Natrafiłem na moment konsekracji. Wówczas stało się coś co pamiętam do dzisiaj, z moich oczu popłynęły najprawdziwsze łzy smutku, żalu i rozpaczy. Mimo tego, że miałem wówczas już swoje lata, płakałem jak dziecko. Było to spowodowane tym, że nie prowadziłem życia zgodnego z Ewangelią. Nie uczestniczyłem w niedzielnej Mszy świętej i generalnie rzecz ujmując moje życie, było na równi pochyłej w dół.

Postanowiłem, że pójdę do miejscowego księdza, zaoferuje swoją pomoc jako ministrant i następnego dnia skorzystam ze spowiedzi – tak też zrobiłem. Niestety tego następnego dnia, gdy już wychodziłem z pracy, zostałem poproszony o to, aby zostać dłużej w pracy, gdyż moja ówczesna koleżanka nagle zachorowała. Byłem załamany. Cały mój plan na zmianę swojego dotychczasowego życia duchowego legł w gruzach. Wystawiłem do wiatru Księdza, któremu obiecałem pomoc. Nie skorzystałem z sakramentu pokuty i pojednania. Nie byłem asertywny wobec swojego pracodawcy. Ale przede wszystkim wystawiłem do wiatru siebie.

Tym sposobem kolejny raz nie odwiedziłem swojego Sąsiada Jezusa Chrystusa, który był tak blisko, a zarazem tak daleko od mojego serca. Ta sytuacja skłoniła mnie do zmiany swojego życia. Zarabiałem bardzo dużo pieniędzy, które dawały mi wiele satysfakcji.  Jednak nie dawały mi one tego prawdziwego bogactwa jakim jest prawdziwa przyjaźń z Jezusem Chrystusem, której doświadczam obecnie. Odczuwałem coraz większą potrzebę odnowienia tej pięknej przyjaźni. Będąc w domu postanowiłem iść do spowiedzi i komunii świętej, podjąłem też decyzję o rezygnacji z pracy, która dawała mi spory dochód ale zabierała to co najważniejsze – relację z najbliższymi i z Panem Bogiem. Po czasie widzę, że było to działanie żywego Boga w moim życiu, który jak prawdziwy Przyjaciel nie odwrócił się od mnie w momencie, gdy ja zapomniałem o Nim. Przypomina mi się piękna historia, którą pewnego razu usłyszałem:

We śnie szedłem brzegiem morza z Panem oglądając na ekranie nieba całą przeszłość mego życia. Po każdym z minionych dni zostawały na piasku dwa ślady mój i Pana. Czasem jednak widziałem tylko jeden ślad odciśnięty w najcięższych dniach mego życia. I rzekłem: “Panie postanowiłem iść zawsze z Tobą przyrzekłeś być zawsze ze mną; czemu zatem zostawiłeś mnie samego wtedy, gdy mi było tak ciężko?” Odrzekł Pan: “Wiesz synu, że Cię kocham i nigdy Cię nie opuściłem. W te dni, gdy widziałeś jeden tylko ślad ja niosłem Ciebie na moich ramionach.”

Pamiętajmy o tym, że Pan Bóg nigdy nie zostawia nas w potrzebie, nawet, gdy jesteśmy święcie przekonani o tym, że nas opuścił .. Życzę każdemu, aby mógł doświadczyć żywego działania Pana Boga w swoim życiu.

kleryk

PS.
Dołączamy krótką modlitwę. Możesz poświęcić 30 sekund swojego życia za osobę, która podzieliła się skrawkiem swojego życia oraz w intencji nowych powołań kapłańskich, zakonnych i misyjnych:
Boże, nasz Ojcze, prosimy, porusz serca ludzi młodych, aby nie bali się odpowiedzieć na głos Twojego wezwania i poślij nam nowych głosicieli Twego Słowa, niestrudzonych misjonarzy nadziei, którzy będą nieść pokój, dobro i miłość wszędzie tam, gdzie Ty ich postawisz. Amen.

 

 

Zostaw swój komentarz

© 2020 Blog PWSD w Gnieźnie "Powołani". Wszelkie prawa zastrzeżone.