Mieć otwarte serce

Dzisiejsza Ewangelia ukazuje nam Jezusa, który płacze nad ukochanym miastem, w którym zostanie odrzucony i wydany na śmierć. Jednak bardziej przejmujący jest powód tego płaczu, a więc fakt, że to miasto nie rozpoznało w Jego osobie Mesjasza. Słyszymy również proroctwo Jezusa o tym, że Jerozolima ze wspaniałymi budowlami legnie w gruzach, ponieważ nie poznała czasu swego nawiedzenia. Tak się stało kilkadziesiąt lat później, gdy Rzymianie zburzyli miasto, a z najświętszego żydowskiego miejsca, jakim była świątynia jerozolimska – znak obecności Boga wśród ludu – pozostała jedynie ściana płaczu…

Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza (Łk 19, 41-44)

Gdy Jezus był już blisko Jerozolimy, na widok miasta zapłakał nad nim i rzekł: «O gdybyś i ty poznało w ten dzień to, co służy pokojowi! Ale teraz zostało to zakryte przed twoimi oczami.

Bo przyjdą na ciebie dni, gdy twoi nieprzyjaciele otoczą cię wałem, oblegną cię i ścisną zewsząd. Powalą na ziemię ciebie i twoje dzieci z tobą, a nie zostawią w tobie kamienia na kamieniu za to, żeś nie rozpoznało czasu twojego nawiedzenia».

Nawiedzenie najczęściej kojarzy nam się z Maryją idącą do Elżbiety, by podzielić z nią radość zwiastowania; kojarzy się np. z biskupem, który wizytuje parafię; z kapłanem w czasie nawiedzenia kolędowego w rodzinie parafialnej; z odwiedzinami chorych w szpitalu…. Nawiedzenie jest więc w głównej mierze działaniem tego, który przychodzi. Ten przybywający jest kimś, kto przynosi radość, kto zwiastuje dobrą nowinę, pokrzepia, błogosławi, daje nadzieję. Z takim nawiedzeniem przyszedł na ziemię Chrystus, czyniący znaki i cuda, ukazujący miłosierne oblicze Ojca i przynoszący zbawienie. Został jednak nieprzyjęty, odepchnięty przez naród. Jezus przyszedł do Jerozolimy – nawiedził lud swój, ale czas tej „wizytacji” wypadł w tym mieście katastrofalnie. Wystarczy przypomnieć sobie, jak Pan wjeżdżał do Jerozolimy na osiołku, witany przez lud jak król, a parę dni później ten sam tłum domagał się Jego śmierci.

Jezus płacze i dziś nad odrzucającym go światem, nad ludzkim grzechem, nad człowiekiem, który odwraca się od Boga, który pozostaje ślepy i głuchy na Jego działanie.

Swoim płaczem Pan usilnie nas błaga, abyśmy nigdy nie byli obojętni na Jego przyjście i obecność pośród nas! Byśmy w skupieniu słuchali i przyjmowali słowo Boże, zwłaszcza te, które słyszymy w czasie liturgii słowa; byśmy pamiętali, że msza święta jest czasem naszego nawiedzenia przez Chrystusa, który żywy, obecny pod postaciami chleba i wina do nas przychodzi i pragnie zamieszkać w naszym życiu. Eucharystia jest czasem nawiedzenia przez Boga naszych serc, które nie mają być wyniosłe i niedostępne jak mury Jeruzalem, ale otwarte na działanie Pana, tak, by murem oddzielającym od Boga nigdy nie był nasz egoizm, nasz grzech i zaślepiające poczucie, że jesteśmy wystarczająco dobrzy. Niech płacz Jezusa, uczyniony nad naszym życiem, nie będzie dla nas czymś obojętnym, ale motywującym do przyjmowania Jezusa z miłością.

Jan Paweł II pisał, że człowiek zrozumie w pełni samego siebie, jeśli będzie otwarty na Miłość, a więc na Chrystusa, o którego się oprze, którego miłość zmotywuje go do nawracania, do czynienia swego życia na wzór Chrystusa. Otwarcie na przychodzącego Pana zmienia nas, jak również ma moc promieniować i zmieniać życie tych, którzy są wokół nas. Bruno Ferrero* podaje nam pewną opowieść:

Codziennie w południe pewien młody człowiek zjawiał się przy drzwiach kościoła i po kilku minutach odchodził. (…). Proboszcz, trochę nieufny, zapytał go kiedyś, po co tu przychodzi. Wiadomo, że w obecnych czasach istnieją ludzie, którzy okradają również kościoły.

   –  Przychodzę pomodlić się – odpowiedział chłopak.

    – Pomodlić się… Jak możesz modlić się tak szybko?

    – Och… codziennie zjawiam się w tym kościele w południe i mówię tylko: „Jezu, przyszedł Jim”, potem odchodzę. To maleńka modlitwa, ale jestem pewien, że On słucha.

 W kilka dni później, w wyniku wypadku przy pracy, chłopak został przewieziony do szpitala
z bardzo bolesnymi złamaniami. Umieszczono go w pokoju razem z innymi chorymi. Jego przybycie zmieniło oddział. Po kilku dniach, jego pokój stał się miejscem spotkań pacjentów
z tego samego korytarza. Młodzi i starzy spotykali się przy jego łóżku, a on miał uśmiech i słowo otuchy dla każdego. Przyszedł odwiedzić go również proboszcz i w towarzystwie pielęgniarki stanął przy łóżku chłopaka.

 – Powiedziano mi, że jesteś cały pokiereszowany, ale że pomimo to wszystkim dodajesz otuchy. Jak to robisz?.

–  To dzięki Komuś, Kto przychodzi odwiedzić mnie w południe.

Pielęgniarka przerwała mu:

   –   Tu nikt nie przychodzi w południe…

     O, tak! Przychodzi tu codziennie i stając w drzwiach mówi: „Jim, to Ja, Jezus” – i odchodzi.

W Komunii Świętej i do nas przychodzi Pan, który mówi: to Ja, Jezus – zabierz mnie do swej codzienności, do rodzinnego życia; to Ja, Jezus – umierający za ciebie na krzyżu; to Ja, Jezus, pochylający się nad Tobą w każdym czasie; to Ja, Jezus, Zmartwychwstały Pan, dający tobie życie.

*https://adonai.pl/opowiadania/duchowe/?id=68

dk. Michał

fot. unsplash.com

Zostaw swój komentarz

© 2020 Blog PWSD w Gnieźnie "Powołani". Wszelkie prawa zastrzeżone.