Przemyślenia na niedzielę (10.11.2019)

 

Jeśli bracia mieszkają razem, a jeden z nich umrze i nie pozostawi syna, to żona zmarłego nie może wyjść za mąż za kogoś spoza rodziny, lecz jej szwagier ma przyjść do niej, wziąć ją za żonę i w ten sposób wypełnić wobec niej obowiązek szwagra. Pierworodny syn, którego ona urodzi, przejmie imię zmarłego brata, aby jego imię nie zaginęło w Izraelu. (Pwt 25, 5-6)

Ten zapis, na który powołują się saduceusze wystawiając Jezusa na próbę, zwany prawem lewiratu, ma w swej istocie zapewnić zmarłemu trwanie jego imienia w Izraelu. Imienia, czyli podtrzymania rodu i jego dziedzictwa ekonomicznego. Według nich dusze zmarłych odchodziły do Szeolu, miejsca „bez życia” – jak najdłużej zatem trzeba podtrzymać to ziemskie. Sprowadzając przykład do skrajności próbują przy tym ośmieszyć Jezusa wobec otaczających słuchaczy. Zadane Mistrzowi pytanie pokazuje jednak pewien szerszy problem człowieka, także dzisiejszego – ograniczanie swego życia tylko do tego, co na ziemi. Zatem najważniejsze dzieje się teraz. Kiedy pierwszy raz czytałem odpowiedź Jezusa, wydała mi się ona całkowicie niezwiązana z pytaniem. I wydaje mi się, że ostatecznie tak jest. Jednakże dzisiaj już wiem, że w tym właśnie tkwi głębia Jego odpowiedzi.

Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza (Łk 20, 27. 34-38)

Jezus powiedział do saduceuszów, którzy twierdzą, że nie ma zmartwychwstania: «Dzieci tego świata żenią się i za mąż wychodzą. Lecz ci, którzy uznani zostaną za godnych udziału w świecie przyszłym i w powstaniu z martwych, ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić. Już bowiem umrzeć nie mogą, gdyż są równi aniołom i są dziećmi Bożymi, będąc uczestnikami zmartwychwstania.

A że umarli zmartwychwstają, to i Mojżesz zaznaczył tam, gdzie jest mowa o krzewie, gdy Pana nazywa „Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba”. Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych; wszyscy bowiem dla Niego żyją».

Jasne, życie i to co się na nie składa jest ważne. Ale równie ważna jest przyszła perspektywa. Ostatecznie przecież swoją wędrówkę na ziemi każdy z nas kiedyś zakończy. I co wtedy? No właśnie. Tego uczy nas dzisiaj Jezus – wówczas dopiero zacznie się życie. „Dzieci tego świata żenią się i za mąż wychodzą”. Tam, dokąd wszyscy zmierzamy, nie będzie już to nikomu potrzebne. Tam naszym życiem będzie trwanie w Bogu jako równych aniołom. Czy nie jest przypadkiem tak, że wciąż zbyt trudno nam w to uwierzyć, przyjąć? Ostatecznie przecież już teraz jako ochrzczeni, możemy żyć namiastką tego przyszłego, prawdziwego życia. Chrystus swoim zmartwychwstaniem dał nam życie wieczne. A więc najlepsze wciąż przed nami!

Kiedy razem ze znajomymi poszliśmy tydzień temu pomodlić się za naszych bliskich na cmentarzu, zauważyłem, że często na nagrobkach wyrażana jest tęsknota za zmarłymi, zapewnienie o naszej pamięci, a często nawet dramatyczne „Bóg tak chciał”. Jednak raz po raz da się zauważyć proste i przede wszystkim umacniające w nadziei „Zmartwychwstaniemy”. Zawsze w takim momencie przypominam sobie słowa, które wypowiedział kiedyś protestancki pastor Billy Graham: Pewnego dnia usłyszycie, że Billy Graham zmarł. Nie wierzcie w to. Tego dnia będę bardziej żywy niż kiedykolwiek!. Odkąd je przeczytałem, cmentarz nie jest dla mnie miejscem śmierci, ale nadziei.

kl. Dawid

fot. unsplash.com

Zostaw swój komentarz

© 2020 Blog PWSD w Gnieźnie "Powołani". Wszelkie prawa zastrzeżone.