Pielgrzymka do Łagiewnik oczami księdza

  • Tagi

 

Jednego Serca Jednego Ducha – pod taką nazwą już od wielu lat w Rzeszowie, w Boże Ciało odbywają się uwielbieniowe koncerty muzyki chrześcijańskiej. W taki sposób mogę określić czas wspólnego wędrowania kapłanów i kleryków z Jasnej Góry do sanktuarium Bożego Miłosierdzia w krakowskich Łagiewnikach. W czasach gdy tak wiele osób – niestety także w kręgach kościelnych i duchowieństwa – mówi tylko własnym głosem (żeby nie powiedzieć egoistycznym), to wspólne wołanie wynikające z hasła pielgrzymki, wołanie o miłosierdzie Boże, było i jest dla mnie świadectwem o takiej właśnie wspólnocie, wspólnocie Jednego Serca i Jednego Ducha.

Wiele wydarzeń z tego czasu utkwiło mi w pamięci – ważne było to wspólnotowe przeżywanie nie tylko wędrówki, ale też codziennej Adoracji, modlitwy na różańcu, słuchanie konferencji, modlitwa Liturgią Godzin. Chciałbym jednak podzielić się tym, co utkwiło i teraz pracuje we mnie już po powrocie do miejsca codziennej służby w parafii. Pierwsze to związane z nauczaniem i słuchanymi konferencjami. Zapamiętałem pewne odwrócenie znanego powiedzenia, które teraz daje do myślenia. Mianowicie znane powiedzenie mówi że wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, a można też przecież powiedzieć, że wszystkie drogi od Rzymu wychodzą. Zmierzaliśmy do Łagiewnik tak jak wielu innych pielgrzymów z różnych części naszego kraju i świata. Podobnie wiele osób pielgrzymowało i pielgrzymuje na Jasną Górę do Matki Bożej, także różnymi drogami… a tak po ludzku czasem zapominam o tym, że to Miłosierny Chrystus i Matka Boża na dobrą sprawę są tymi pierwszymi wędrującymi do mnie i do innych.

Druga istotna sprawa czy też pytanie, które zrodziło się na podstawie konferencji i głoszonego Słowa dotyczyła pewnych wątpliwości, które niekiedy pojawiają się czy w moim życiu czy w życiu innych. Czasami, przed czymś nowym, choćby przed pójściem do kolejnej parafii czy stojąc przed nowym zadaniem zadaję sobie to pytanie: czy sobie poradzę? Podobnie było nawet z tą pielgrzymką. Czy poradzę sobie na tej pielgrzymce? Czy klerycy i inni księża przyjmą mnie jakoś do tej wspólnoty? Przed obrazem Miłosiernego Pan napełnił mnie większą ufnością. Teraz pytam już o coś innego. Nie o to czy poradzę sobie w kolejnej parafii ale o to, czy ta parafia poradzi sobie ze mną. A to oznacza pytanie o mnie samego i o to kim jestem i kim powinienem się stawać pośród ludzi, by im autentycznie służyć i być prawdziwym świadkiem.

Dziwna była ta pielgrzymka. Oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Inna. Pamiętam wejścia pielgrzymek na Jasną Górę w grupach, w których miałem okazje pielgrzymować. Były to wejścia pełne radości, poczucia spełnienia i ogromnej miłości do Matki. Wejście do Sanktuarium w Łagiewnikach było nieco inne. Oczywiście pojawił się pokój serca, ale jednocześnie ogromny niedosyt. Bo intencje które nieśliśmy ze sobą są tak ważne i istotne – sprawa powołań do naszego Seminarium Duchownego; modlitwa o świętość kapłanów; wynagradzanie za grzechy popełnione przez duchownych… te WIELKIE intencje pozostają w sercu dalej, już po zakończonej pielgrzymce, przypominając mi, że pielgrzymka to nie koniec; że to za mało.

ks. Tomasz Niedbalski

Zostaw swój komentarz

© 2020 Blog PWSD w Gnieźnie "Powołani". Wszelkie prawa zastrzeżone.