Pielgrzymka do Łagiewnik oczami kleryka

  • Tagi

Miej miłosierdzie dla nas!

Z takim hasłem wyruszyliśmy 6 sierpnia z Jasnej Góry w pierwszą Pieszą Pielgrzymkę Kleryków PWSD i Duchowieństwa Archidiecezji Gnieźnieńskiej do Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach. Oprócz nas – 8 kleryków szli także kapłani – rektor naszego seminarium, księża prefekci, oraz dwóch innych kapłanów.
Mając za sobą drogę z Gniezna na Jasną Górę za wiele nie myślałem co może mnie spotkać na tak innej pielgrzymce. Intencje były jasne: przebłaganie za grzechy kapłanów, szczególnie pedofilii, prośba o nowe powołania kapłańskie i o świętość dla kapłanów. Po wspólnej modlitwie i błogosławieństwie Księdza Prymasa w kaplicy Cudownego Obrazu Pani Jasnogórskiej nie pozostało nic innego jak wziąć do ręki różaniec i w ciszy wyruszyć na pątniczy szlak.  I tak przemierzyliśmy Częstochowę. Już od tego pierwszego etapu naszej drogi, zawiązała się prawdziwa wspólnota, której źródłem było doświadczenie wiary, a więc tego, że nie idziemy nie wiadomo dokąd, ale przede wszystkim, że nie idziemy sami, że to Pan Bóg nas prowadzi. To doświadczenie pogłębiało się z dnia na dzień. Przez to jak układał nam się kolejny dzień na pątniczym szlaku; wspólne przygotowywanie posiłków, modlitwę, rozmowy i wspólnie spędzany czas, jak i przez to, jakich ludzi spotkaliśmy po drodze. Szczególnie budowały nas postawy spotkanych kapłanów.
Myślę że to właśnie spotkani przez nas kapłani byli szczególnym znakiem od Boga na czas naszej drogi, bo niby jak można wyjaśnić to, że już drugiego dnia naszej drogi, z samego rana czekał na nas proboszcz najmniejszej parafii w Archidiecezji Częstochowskiej, aby pielgrzymować i modlić się z nami przez cały dzień. Dalej przyjąć nas wraz z parafianami pod swój dach, zapewnić dwa obiady (nieplanowane przez nas), kolację i śniadanie.  Sam ksiądz proboszcz z rzeczy materialnych nie ma za wiele. Pobożny, rozmodlony. Najpierw liczą się jego parafianie i kościół. Na twarzy księdza Mirosława, zawsze jest obecny uśmiech, a sam zaraża innych pogodą ducha. Patrząc na jego życie przychodzą mi na myśl słowa św. Augustyna „Jeżeli Bóg jest na pierwszym miejscu, wszystko inne jest właściwym miejscu”.
Kolejny dzień, kolejny kapłan – otwiera drzwi swojej plebani i … jakby zniknął. Był cały czas z nami, za wiele nie mówiąc, ale cały czas troszcząc się, żeby niczego nam nie brakowało, czy to, żeby wziąć prysznic, zjeść kolację, śniadanie, wysuszyć przepoconą sutannę. Co najbardziej mnie uderzyło, to jego skromny pokoik. Plebania oczywiście była większa, ale pokój proboszcza był najskromniejszym pomieszczeniem. Tapczan, nad nim Krzyż, kilka obrazów, z świętym Janem Vianey – patronem proboszczów na czele. Ostatnim elementem wyposażenia pokoju było skromne biurko, a na nim Krzyż, lektura duchowa, coś do pisania, przy biurku proste krzesło.  „Jeżeli Bóg jest na pierwszym miejscu, wszystko inne jest właściwym miejscu”.
Kolejny dzień, kolejni kapłani – mała parafia, przepiękne miejsce związane z błogosławioną Salomeą. Proboszcz niezwykle otwarty. Mieliśmy okazję tego dnia do spowiedzi. Sam zapytał, czy może nam służyć w Sakramencie Pojednania i Pokuty, a gdy pytaliśmy skąd na te wszystkie remonty, działania bierze pieniądze – powiedział mniej więcej tak: Ja wiem u Kogo pracuję. Mając takiego Szefa nie musze się martwić o pieniądze. „Jeżeli Bóg jest na pierwszym miejscu, wszystko inne jest właściwym miejscu”.
Drugi spotkany kapłan tego samego dnia i tym razem plebania otwarta, obiadokolacja czeka na stole, a proboszcz – jak to proboszcz błogosławi kolejny nowy związek małżeński. Spotkaliśmy się dopiero wieczorem przed Apelem Jasnogórskim. W sobotę obowiązków duszpasterskich jest więcej niż w inny dzień tygodnia. Niedzielny poranek, proboszcz odprawia Eucharystię, a plebania otwarta – rozgośćcie się i zjedzcie śniadanie. Tak, po prostu. „Jeżeli Bóg jest na pierwszym miejscu, wszystko inne jest właściwym miejscu”.
Mógłbym wiele pisać o tym pielgrzymkowym czasie. O wielu sytuacjach, wielu przemyśleniach, o osobach spotkanych na naszej drodze. Mógłbym z różnych stron opowiadać o tym, co przeżyłem w czasie tych kilku dni. Jednak idąc z takimi intencjami, przykład spotkanych przez nas kapłanów, jest dla mnie chyba najważniejszym i najjaśniejszym znakiem, że droga życia kapłańskiego jest piękna i prowadzi do świętości, że odpowiedzią na zło zawsze musi być dobro, że nigdy nie można się poddawać i wpadać jakieś pesymistyczne narzekanie, że idąc za głosem Bożego wezwania trzeba dać całego siebie i codziennie powtarzać „ Mam plan nie mieć planu, plan ma Pan, ufam Panu!”

kl. Adam W.

Zostaw swój komentarz

© 2020 Blog PWSD w Gnieźnie "Powołani". Wszelkie prawa zastrzeżone.