Walka zaczyna się na 35 kilometrze

  • Tagi

Ubiegłej nocy 12 kleryków i 2 księży moderatorów podjęło trud Ekstremalnej Drogi Krzyżowej. Jest to nowa forma duchowości polegająca na przejściu w samotności trasy około 40 kilometrów w nocy, rozważając mękę Pana Jezusa.

Na EDK (Ekstremalnej Drodze Krzyżowej) pierwszy raz byłem 2 lata temu. Szliśmy wtedy z Mogilna do Gniezna (42km). Do połowy trasy było ok. Chodzę przecież od ponad dziesięciu lat na piesze pielgrzymki. W połowie zaczął się kryzys. Robiło się coraz mniej komfortowo. Pamiętam, że będąc już w Gnieźnie, przy jednym z kościołów, przyklęknąłem, aby odczytać rozważanie kolejnej stacji drogi krzyżowej, a kiedy wstałem z kolan z moich oczu popłynęły łzy bólu. Wtedy powiedziałem sobie, że NIGDY WIĘCEJ! W ubiegłym roku tak się sprawy potoczyły, że przez inne zajęcia nie mogliśmy uczestniczyć w EDK i w sumie dziękowałem za to Bogu. Podtrzymywałem moje NIGDY WIĘCEJ. Aż do czasu kiedy na początku marca sam poszedłem zapytać, czy jest możliwość wzięcia w niej udziału. Taka moja mała niekonsekwencja. No i poszliśmy. Zrobiłem listę chętnych, zaproponowałem trasę ze Strzyżewa Kościelnego (również 42 km) i z błogosławieństwem Księdza Rektora idziemy! Będąc w połowie drogi, pomyślałem, że idzie mi się bardzo dobrze i jest dużo łatwiej niż dwa lata temu. Myślałem, że to kwestia tego, że już wiem „z czym to się je”, i czego mogę się spodziewać. Takie przekonanie o łatwości tej trasy towarzyszyło mi do tytułowego 35 kilometra. To była 13 stacja drogi krzyżowej. I niby nie było aż tak źle wstać z kolan, ale wtedy zaczęło się zmaganie. Widziałem jak blisko celu jestem, a zaplanowana trasa  biegnie z zupełnie przeciwnym kierunku. Zamiast 4 kilometrów najkrótszą trasą, mam zrobić jeszcze 7,5 km przez wioski. No dobra. Idę… I znowu zaczęło się moje NIGDY WIĘCEJ. W tej chwili skumulował się ból całej drogi. Nie miałem siły nawet myśleć ile jeszcze, a na dodatek droga z asfaltowej zamieniła się na wyjątkowo nierówną drogę gruntową pełną kamieni i sypkiego piasku. I wtedy tak na prawdę zaczęło się wołanie. Drewniany krzyż, który cały czas miałem ze sobą zaczął mnie prowadzić. Ścisnąłem go mocno, wtuliłem się w niego i powtarzałem w myślach „tylko z Tobą Panie Jezu…”. Nie chce umierać sam. Bo to doświadczenie bólu to jest takie umieranie. W świecie gdzie uciekamy nawet od myślenia o bólu, od towarzyszenia cierpiącym, wejść świadomie w coś co boli jest umieraniem. I zacząłem to moje małe cierpienie ofiarowywać… zacząłem pokutować. To niesamowite doświadczenie bliskości Jezusa ukrzyżowanego… Doświadczyłem też czegoś innego. Jak sama obecność drugiej osoby może pomóc. EDK można przejść w pojedynczo lub w małych grupach zachowując milczenie. Ja wybrałem tę drugą opcje. Ta obecność drugiego człowieka otwierała mi oczy, nie pozwalała zająć się tylko sobą, a także była dużym wsparciem w chwilach trudnych. I mimo, że znowu kończyłem tę drogę z „NIGDY WIĘCEJ” na ustach, dziękuję Bogu za to doświadczenie. Za to, że jeszcze bardziej poczułem ducha pokuty, że mogłem to moje małe cierpienie ofiarować w konkretnych sprawach.

Po co to wszystko piszę? Nie po to, żeby się chwalić. Piszę po to, aby pokazać, że z Chrystusem można wszystko, żeby powiedzieć, że Jego można spotkać tam, gdzie się nie spodziewamy!

AMDG

Zostaw swój komentarz

© 2020 Blog PWSD w Gnieźnie "Powołani". Wszelkie prawa zastrzeżone.