Daj się wyprowadzić! WARTO!

 

Zapraszamy do przeczytania zamyślenia nad dzisiejszą Ewangelią, przygotowanego przez kleryka Marcina Kąkola.

W Ewangelii czytamy, że Jezus wziął Piotra, Jakuba i Jana na wysoką górę. Kiedy myślałem, co to dla mnie oznacza, zrodził mi się pewien obraz. Uważam siebie za miłośnika gór. Mam już małe doświadczenie. Wysokie góry (najwyższe w Polsce – Tatry) nie są mi obce, stąd moją uwagę w tym fragmencie, zwróciła właśnie wysoka góra. W mojej głowie zrodziło się kilka analogii, którymi chciałbym się z Wami podzielić. Ta wysoka góra, na którą wraz z Piotrem, Jakubem i Janem zostałem zaproszony przez Jezusa jest zmaganiem z własnymi słabościami, przyzwyczajeniami, szczególnie w okresie Wielkiego Postu. Być może w tym roku nie dojdziesz na szczyt, choć tego z całego serca Tobie życzę, to może sama droga Cię przemieni. Na górze Tabor przemienił się Jezus. Ale czy wraz z Nim, nie zmienili się uczniowie? Czy ich życie, ich wiara po zejściu z góry, była taka sama jak przedtem? Wydaje mi się, że Jezus się przemienił, aby przemieniły się serca uczniów.

Jak każda analogia, ta również ma swoje niedoskonałości. Nie możemy wszystkie przekładać dosłownie, ale o tym jeszcze wspomnę.

Żeby spokojnie przeżyć doświadczenie drogi na górę (zarówno duchową jak i fizyczną) trzeba przede wszystkim wcześnie wstać. Wchodząc na Rysy, musiałem wstać o 3 w nocy, aby o 4 wyjść na szlak. Chciałem uniknąć tłumu, kolejek i nerwów z nimi związanych. W życiu duchowym też muszę wcześnie wstawać. Od pierwszej chwili dnia, spróbuj skupić się na Jezusie. Wstań wcześniej, żeby sięgnąć do Jego Słowa. Weź do autobusu Pismo Święte, zmów rano Jutrznię. Czasem jest trudno, zwłaszcza kiedy nie chce się wstać z łóżka, kiedy jest miło. Ale pamiętaj, że warto!

Kolejnym aspektem drogi na szczyt jest towarzysz. Niektórzy po górskich ścieżkach wolą chodzić sami, niektórzy parami, jeszcze inni w grupach. Ja osobiście preferuję opcje jak najmniej liczną (z różnych powodów), ale nie lubię chodzić sam. (Pomijając aspekt bezpieczeństwa). Zawsze wolę mieć koło siebie kogoś kto mnie w tej drodze wesprze, dla kogo ja mogę być wsparciem w trudnej chwili. Wreszcie druga osoba jest po to, aby dzielić z nią radość ze zdobycia szczytu. Tak samo w naszym dążeniu do zbawienia potrzebujemy towarzysza, wspólnoty. Towarzysz powie nam czasem: „Postaw nogę trochę bardziej w prawo, będzie Ci łatwiej”, albo „Zróbmy sobie przerwę. Wyglądasz na zmęczonego”. To dzięki Kościołowi możemy się nawracać. To Kościół wskazuje nam właściwą drogę, kiedy zgubimy nasz „szlak”.

Trening! Nikt przy zdrowych zmysłach (choć niestety takie przypadki zdarzają się coraz częściej), kto jest pierwszy raz w życiu w górach, pierwszego dnia pobytu nie pójdzie chociażby na wspomniane wcześniej Rysy, czy Orlą Perć. Do tego potrzeba treningu, małych kroków, dużo łatwiejszych tras, które pomogą nam nabrać kondycji, tak abyśmy kiedyś stanęli razem z Chrystusem na Taborze. Niech tymi niższymi szczytami będą dla nas Droga Krzyżowa, czy Gorzkie Żale. One pozwolą nam nabrać duchowej kondycji do przemiany życia.

Każda droga na szczyt, zwłaszcza na wysoki – na który zaprasza nas Jezus – wymaga pewnego wyrzeczenia. Rezygnujemy z kanapy i telewizora, aby oglądać coś innego. Z taką drogą nieodłącznie związane jest zmęczenie. Można mieć dobrą kondycję i skakać po górach jak kozica, ale zmęczenie wcześniej czy później nas dopadnie i trzeba się na nie zgodzić, zaakceptować je, ale nie można się jemu poddać. (Nie namawiam oczywiście do nierozsądnego dążenia do obranego celu, narażając swoje i innych bezpieczeństwo. To właśnie jest niedoskonałością naszej analogii. W życiu duchowym „ryzykując”, nic nie tracimy. W fizycznej wędrówce po szczytach trzeba pamiętać przede wszystkim o rozsądku). Nie możemy się poddać zniechęceniu, nie możemy odpuścić sobie w połowie drogi. Choć nawet jeśli odpuścimy, pamiętajmy, że ta góra na nas ciągle czeka.

Góra rodzi podziw i zachwyt. Kiedy idziesz szlakiem, masz towarzysza, to z nim rozmawiasz. Jest wtedy łatwiej. Ale gdy zdobędziesz szczyt, już nie rozmawiasz o polityce, filmie czy książce. Najpierw z wrażenia nie możesz nic mówisz, zachwycasz się, potem dzielisz się twoim poczuciem piękna z towarzyszem. Zachwyć się Jezusem na drodze Twojego nawrócenia. A kiedy już będziesz w stanie mówić, to mów o Nim! Wszystkim! Kiedy schodzisz z góry, spotykasz innych turystów. Zmęczonych, może zrezygnowanych. Wtedy mówisz im „Jeszcze kawałek. Jedno męczące podejście, jakieś pół godziny drogi. Kilka łańcuchów i trzeba zrobić jeden krok nad przepaścią, ale WARTO!”. Wtedy jakoś odzyskują siły.

Ja też poszedłem na swoją Górę Przemienienia razem z Jezusem i dlatego chcę Wam powiedzieć, że WARTO! Droga nie jest łatwa, wymaga poświęcenia, rezygnacji z przyjemności, ale WARTO!

Znajdź swoją górę Tabor – Górę Przemienienia. Znajdź sferę swojego życia, którą chce przemienić Jezus, gdzie On objawi się jako Bóg. Jak już ją znajdziesz, to daj się Jemu poprowadzić. On jest najlepszym przewodnikiem. Życzę Ci dobrego odkrywania, zdobywania szczytów, które przemienią twoje życie. Nigdy nie jest za późno! WARTO!

Marcin K.

 

Zostaw swój komentarz

© 2020 Blog PWSD w Gnieźnie "Powołani". Wszelkie prawa zastrzeżone.