Jaśko od Towarzystwa Wesołości…

 

„Czym się karmisz, tym żyjesz” mawiają niektórzy. Podstawą dobrego odżywiania jest ponoć zasada: często, ale w małych ilościach. Śmiem twierdzić, że w życiu naszej duszy jest podobnie. Dlatego staram się szukać duchowego pokarmu, aby moje wnętrze nie umarło z głodu. I tak od zeszłego roku codziennie czytam maleńki fragment przedstawiający życie św. Alberta Chmielowskiego. Dusza przyjęła ten pokarm, trawi się on jej dobrze, ale woła… ”Chcę więcej!”. W tym momencie przyszła mi na ratunek półka mojego współbrata z pokoju, w którym razem mieszkamy. Znalazłem tam historie życiem pisane, gdzie dowiaduję się jak żyć dobrze. I to codziennie w inny sposób.

Dziś przykładem, dzięki któremu Bóg chce nas pociągnąć w górę jest św. Jan Bosko, kapłan żyjący w XIX wieku. Gdy miał 9 lat przyśniło mu się, że siłą próbował nakłonić kolegów, aby nie przeklinali. W tej samej chwili pokazał mu się pewien dostojny pan, który poradził mu, że aby zmieniać ludzi nie potrzeba tyle pięści co miłości. Wobec obaw Jasia, pan (Chrystus) obiecał dać mu nauczycielkę (Maryję), która go wszystkiego nauczy i poprowadzi.

Bosko pochodził z rodziny zajmującej się uprawą roli. Jego tata zmarł, gdy miał dwa lata. W wieku 15 lat rozpoczął naukę w szkole podstawowej, by dalej się uczyć musiał na to zdobyć pieniądze. Udzielał więc korepetycji, podejmował się różnych prac. Co ciekawe, nie zapomniał jednak o swoim społecznym usposobieniu. Założył z kolegami Towarzystwo Wesołości mające na celu rozrywkę w dobrym guście, a także pogłębianie życia religijnego.

Koniec końców trafił do seminarium duchownego – zupełnie tak jak 35 kleryków w Gnieźnie – tyle, że w Turynie i po 6 latach został wyświęcony na kapłana. Jego hasło prymicyjne: „Daj mi duszę, resztę zabierz” stanie się później sztandarem wszystkich salezjanów.

Wszystko, co wydarzy się później ma swój początek w dniu 8 grudnia 1841 roku, w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Maryi. Do zakrystii wpada szesnastoletni chłopiec. Chciano go nakłonić, aby posłużył do Mszy. Bartłomiej Garelli, bo tak się nazywał, nie potrafił, więc go przepędzono, ale ks. Jan nawiązał z nim kontakt. Okazało się, że był sierotą, nie umiał czytać ani pisać, zapomniał pacierza. Ze względu na swój wiek wstydził się chodzić na katechezę z małymi dziećmi. Ks. Bosko zaproponował, że sam zacznie uczyć go katechizmu. Chłopiec z radością przystał na tę propozycję. W tym momencie zostaje uczyniony zaczyn – oratoria dla zagubionej młodzieży, miejsca będące domem, kościołem, szkołą i jednocześnie placem zabaw – z którego wyrośnie później piękny, dorodny chleb.

Gdy liczba oratoriów systematycznie rośnie, pomysłodawca decyduje się je bardziej zorganizować. W tym celu powołuje w 1859 roku do istnienia Towarzystwo św. Franciszka Salezego. W skrócie SDB (salezjanie ks. Bosko), a aby łatwiej zapamiętać SPOKO DOBRZE BĘDZIE, jak z uśmiechem mawiał mój znajomy zakonnik. Ich charyzmatem jest opieka nad opuszczoną młodzieżą. Pierwsza polska placówka salezjańska powstała w 1898 roku w Oświęcimiu. Jan Bosko zmarł 31 stycznia 1888 roku. Do końca pozostał skromny i pokorny.

Członkiem SDB był Prymas Polski kardynał August Hlond, którego serce przechowywane jest w katedrze w Gnieźnie, a także arcybiskup poznański Antoni Baraniak, prześladowany przez PRL.

Dziś cenionym rekolekcjonistą jest ks. Dominik Chmielewski SDB. Po nawróceniu w Medjugorie wstąpił do zakonu i dziś mężnie głosi, że Maryja jest Panią świata. O modlitwie różańcowej mówi tak: „To nie są tylko słowa powtarzane jak mantra, to nie jest ślepe klepanie Zdrowasiek. To spotkanie. Wiecie co to jest randka z Maryją? Wybierzcie się z Maryją na spacer. Jedną dłonią chwyć różaniec, a za drugą poprowadzi Cię Ona i będzie Ci opowiadać wszystkie wydarzenia z życia Jezusa, jakie dokonały i dokonują się nieustannie w świecie”.

Serdecznie polecam:   https://www.youtube.com/watch?v=L8xL5lAGWq8

Paweł

Zostaw swój komentarz

© 2020 Blog PWSD w Gnieźnie "Powołani". Wszelkie prawa zastrzeżone.