Przemyślenia filozofa-amatora: „O chwilach trudnych i parkach linowych”

 

Mogę tylko gdybać, ale zakładam, że wiele razy miałeś w swoim życiu momenty, w których miałeś wszystkiego dosyć, gdzie nie widziałeś wyjścia z sytuacji, w której się znalazłeś, gdzie najzwyczajniej w świecie uderzała cię Twoja bezradność. Na pewno stawiałeś sobie pytanie: Panie Boże, dlaczego? Dlaczego ja? Czy zawsze musi mnie to dotykać? Czemu mnie z tym zostawiasz? A co jeśli Ci powiem, że nie ma jednoznacznej odpowiedzi? A co, jeśli Ci powiem, że Pan Bóg wcale nie pozostawił Cię samemu sobie?

Posłużę się tu pewną opowiastką napisaną przez włoskiego salezjanina Bruno Ferrero. „Ślady na piasku”, bo tak się ona nazywa, opowiada historię człowieka, który tuż przed śmiercią zobaczył całe swoje życie, w postaci śladów na piasku. W chwilach radości, ślady były podwójne, a w chwilach smutku, przygnębienia, ślady były pojedyncze. Człowiek ten zaczął robić wyrzuty Jezusowi: dlaczego szedłeś obok mnie, gdy byłem radosny, wszystko się układało, a gdy zaczynało się psuć, to musiałem iść sam? Gdzie wtedy byłeś? Jezus tylko się uśmiechnął i odrzekł mu: „Mylisz się. Nie byłeś sam, kiedy cierpiałeś. Widzisz, te samotne ślady – to są moje ślady, bo to ja niosłem cię wtedy w ramionach…”

Nigdy nie jesteśmy pozostawieni samemu sobie. Zawsze czuwa nad nami Pan Bóg. Czasami tylko musimy się bardzo mocno wysilić, żeby to zauważyć. Przebić się przez swój egoizm, swoje lamenty, swoje skargi, zażalenia i dotrzeć do źródła. Jeżeli porzucimy tę naszą skorupę, którą się obudowujemy, to wtedy zauważamy, że nie jesteśmy sami.

Chciałbym się podzielić też pewnym wspomnieniem z tych wakacji. Otóż, wraz z moim bratem rocznikowym, podczas praktyk w Dębkach, stwierdziliśmy, że w chwili wolnego czasu wybierzemy się do parku linowego. Ja, choć sceptycznie do tego nastawiony (z uwagi na brak kondycji fizycznej), to stwierdziłem, że chcę chociaż spróbować. Dali nam sprzęt, zabezpieczenia, które miały uchronić nas od upadku ze znacznej wysokości, przeprowadzili krótkie szkolenie – nic, tylko zacząć! No to zaczynamy. Pierwsza przeszkoda, przyszła z ogromnym trudem. Kolejna z jeszcze większym. Ręce nie wytrzymywały napięcia, strach przed upadkiem ogromny, przeszkoda zdaje się nie mieć końca. Pokonałem ją, ale nie wiedziałem, czy dam radę z następną. Starałem się ją przejść, i nawet się udało, ale wszystko mi mówiło, żeby dać sobie spokój. Ostatecznie się poddałem,  poprosiłem o ściągnięcie mnie na ziemię. Zaraz po tym wszystkim, naszła mnie dziwna refleksja. Zauważyłem, że park linowy, można utożsamić w pewien sposób z naszym życiem duchowym. Wchodzimy na pewną wysokość (pewien rodzaj relacji z Bogiem), jesteśmy zabezpieczeni (wszak z Bogiem zawsze czujemy się bezpieczni), wiemy dokąd mamy iść, widzimy drogowskazy, a jednocześnie, gdy pojawiają się trudności, to momentalnie chcemy rezygnować. Skąd to się bierze? A no właśnie stąd, że często zapominamy, że nie jesteśmy sami, że jest Ktoś, kto zawsze jest przy nas w trudnych chwilach, a tym Kimś jest Bóg! Nie ważne, czy jest to park linowy, czy życie duchowe, wszystko rozbija się o nasze braki w zaufaniu w momentach trudnych – o to nasze przeświadczenie, że jesteśmy mocni sami w sobie, a to chyba największe kłamstwo, które jest nam wmawiane.

Wiesz, co może nas pocieszać? To, że nawet św. Piotr, miał momenty zawahania. Miewał chwile słabości. I nie pociesza tu jego słabość, a to, że umiał się do niej przyznać, i potrafił z nią walczyć. Tak jak podczas burzy na jeziorze, gdy wołał „Panie, pozwól mi przyjść do siebie”. „Chodź!” – mówi Jezus. Wszystko było dobrze, póki miał Jezusa przed oczyma. Wystarczyło, że odwrócił od niego wzrok, a zaczął się topić. Zobacz, jak trudno jest przezwyciężyć swój strach, jak trudno zaufać bezgranicznie, a przecież nie ma innej recepty na szczęśliwe życie z Jezusem!

Może moje gdybania Cię zainteresują, może zdenerwują, może w pewien sposób pomogą, ale jedno wiem na pewno. Czasami tak błahe wydarzenia, jak na przykład ten spacer po parku linowym, mogą spowodować, że zaczniesz się zastanawiać nad swoją relacją z Bogiem, nad kondycją Twojego życia duchowego. Wydaje się śmieszne, prawda? Nic bardziej mylnego. Właśnie poprzez takie proste znaki, może przemawiać do Ciebie Bóg. Powiedz, chcesz Go usłyszeć? 

Marcin M., rok II

Zostaw swój komentarz

© 2020 Blog PWSD w Gnieźnie "Powołani". Wszelkie prawa zastrzeżone.