Lednica za nami

 

Zakończyło się spotkanie na Lednicy, które umocniło nas i zachęciło, aby teraz „iść i kochać”. Oddajemy w Wasze ręce świadectwo Rafała (rok III), który dzieli się swoimi przeżyciami z tego dnia.

Świadectwo Rafała

To była już moja szósta Lednica, ale po raz pierwszy miałem okazję ewangelizować. Początkowo miałem pewne obawy jak to będzie. Jednak już od samego przyjazdu na Pola Duch Święty zaczął działać. W jaki sposób? Bardzo konkretny.

Najpierw okazało się, że nie będziemy głosić w parach, w które się wcześniej jako klerycy dobraliśmy tylko zostaliśmy rozdzieleni przez koordynatorów. I tak poznałem Nikodema, który, tak jak ja, pierwszy raz ewangelizował. Razem wyruszyliśmy na krańce Pól i śmiało mogę powiedzieć, że to już był ogromny prezent od Pana Boga. Duch Święty cały czas dawał o sobie znać – w ogóle nie mieliśmy poczucia czasu. Spoglądaliśmy na zegarek akurat w tym momencie, kiedy trzeba było wrócić na zbiórkę czy udać się na adorację do kaplicy.

Spośród ludzi, z którymi rozmawialiśmy zapadły mi mocno w pamięć dwie sytuacje. W pierwszej podeszliśmy do pary – dziewczyna była na Lednicy drugi raz, chłopak po raz pierwszy. Powiedzieli, że są blisko Boga i Kościoła. Chłopak jednak przyznał się, że miał etap odwrócenia od Boga, ale powiedział wyjątkowe zdanie: „teraz wreszcie jestem w domu”. Te słowa wywarły na mnie mocne wrażenie – jest przy Bogu, w Kościele, czyli w domu.

Druga sytuacja miała miejsce już pod koniec ewangelizacji – była to ostatnia grupa, do której podeszliśmy – trzy dziewczyny i trzech chłopaków. Na początek powiedzieli, że dwie nasze koleżanki już u nich były. Usiedliśmy więc, ale myślałem, że raczej nic nowego im nie przekażemy. Okazało się, że nie czują potrzeby głębszej relacji z Jezusem, modlą się, ale Kościół do niczego im się nie przydaje. Podzieliliśmy się świadectwem swojego życia i na koniec pomodliliśmy się wspólnie. Kiedy się żegnaliśmy z nimi, jedna dziewczyna rozpłakała się. Kompletnie nie wiedziała, dlaczego. Pomodliliśmy się jeszcze za nią. Jej chłopak, który najbardziej z nich był negatywnie nastawiony do Kościoła, widząc swoją dziewczynę sam miał łzy w oczach. Reszta też nie wiedziała, co się dzieje. My też byliśmy w kompletnym szoku, ale rozpierała nas niesamowita radość, że Duch Święty posłużył się nami i to jeszcze na koniec dnia. Od razu skojarzyła mi się sytuacja, gdy Apostołowie wrócili do Jezusa z posłania, rozpierała ich radość i opowiadali, jak wiele Bóg zdziałał ich rękoma.

Duch Święty jednak nie przestał działać na Lednicy. Następnego dnia, w Uroczystość Zesłania Ducha Świętego mieliśmy w seminarium czuwanie i nabożeństwo do Ducha Świętego. Piękny czas modlitwy, a zwłaszcza możliwość przekazania sobie szczerego i prawdziwego znaku pokoju była kolejnym działaniem Ducha. Następnego dnia Duch Święty także pokazał, że działa, że przebił się przez nasze grube mury seminarium, przez mury mojego serca. Dziś mija trzeci dzień i boję się (ale tak pozytywnie), jaki prezent Duch Święty dla mnie przygotował.

Rafał

Zdjęcia z ewangelizacji:

fot.: Lednica 2000, O. Kuśmierek

Zostaw swój komentarz

© 2020 Blog PWSD w Gnieźnie "Powołani". Wszelkie prawa zastrzeżone.