Sutanna na wieszak i do roboty – bo to jest DOM!

 

Każdy z nas związany jest z domem, w którym się wychował. Jest to ważne środowisko wrastania na wielu płaszczyznach: rozwoju fizycznego i psychicznego, także rozwoju wiary. Pewnie każdy z nas ma inny stosunek do domu rodzinnego. Jeżeli relacje z najbliższymi przeżywane były prawidłowo, to nasz obraz domu z pewnością będzie pogodny i optymistyczny. Jeżeli w tym domu doznaliśmy krzywdy, niechętnie będziemy wracać tam myślami. Ale każdy ma, a według mnie przynajmniej powinien mieć, swoje miejsce na ziemi, które może nazwać domem (swoim domem), do którego zawsze będzie chętnie wracał.

Co właściwie sprawia, że mogę nazwać jakieś miejsce domem? To, że dobrze się czuję w tym  miejscu, że zawsze jestem tam mile widziany, czy może fakt, że coś w tym budynku przeżyłem? Myślę, że to wszystko jest ważne i ma znaczenie, ale jeden element musi koniecznie zaistnieć: PRACA.

Jeżeli jedziemy do jakiegoś miejsca, często je odwiedzamy, coś przeżyjemy, mieszkańcy dobrze nas podejmują, to jesteśmy tam gośćmi. Jeżeli zaś zrobimy coś dla tego miejsca, dopiero wtedy możemy nazwać je naszym domem.

Odkąd jestem w seminarium, systematycznie jeżdżę do DPS-u w Mielżynie. Uwielbiam to miejsce za szczerość i prostotę mieszkańców (Oni tworzą ten dom – dla mnie są kimś więcej niż podopiecznymi). Zawsze ochoczo tam wracałem, czułem się JAK w domu. Zawsze życzliwe przyjęcie, niesamowite przeżycia, dużo wspomnień. Ale czegoś tam brakowało. Mimo, ze była to forma wolontariatu, przebywałem z tymi dziećmi (niektórymi nawet po 60-tce), bawiłem się z nimi, zajmowałem im czas. Przyjeżdżałem i wyjeżdżałem. Robiłem to co dziesiątki wolontariuszy.

Ostatnio siostra poprosiła nas o pomoc. Nic wielkiego, ale trzeba było zdjąć sutannę i trochę się spocić. I wtedy poczułem, ze jestem częścią tego domu, że nie jestem już gościem. Gości przecież nie „goni się” do pracy. Stałem się współodpowiedzialny za ten dom. Mam nadzieję, ze siostry wybaczą mi śmiałe stwierdzenie, ale od tego dnia, do Mielżyna będę przyjeżdżał już jak do domu.

Teraz też zrozumiałem dlaczego nasz pobyt w seminarium, na początku każdego roku zaczynamy od prac porządkowych. Nie jest to tylko zrobienie sobie przestrzeni do życia. To jest coś znacznie większego. To jest zrobienie sobie DOMU!

Marcin K.

Najpierw odwiedziny i spotkanie…

…a później praca

fot.: DPS Mielżyn

 

Zostaw swój komentarz

© 2020 Blog PWSD w Gnieźnie "Powołani". Wszelkie prawa zastrzeżone.