Wiara naszych sportowców

 

„Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy” – powiedział we wczorajszej Ewangelii Jezus. „Wiara góry przenosi”, dzięki wierze czerpiemy siły do życia. Prawda ta dotyczy nie tylko nas – zwykłych zjadaczy chleba, ale wszystkich – nawet tych, którzy cieszą się sławą, zdrowiem i świetną kondycją. Oddajemy w Wasze ręce artykuł Stanisława, który  przedstawi kilku bardzo dobrze znanych sportowców, którzy nie wstydzą się Jezusa i otwarcie mówią o tym, jak wiele daje im wiara w ich życiu.

Sport, rozwijając tężyznę fizyczną i hartując charakter, nie powinien nigdy odwracać uwagi tych, którzy go praktykują i cenią, od obowiązków duchowych. Oznaczałoby to bowiem, że człowiek biegnie jedynie po to, aby zobaczyć – jak pisze św. Paweł – „koronę przemijającą”, zapominając, że chrześcijanin nigdy nie powinien tracić z oczu tej „nieprzemijającej” (por. 1 Kor 9,25). Św. Jan Paweł II

Znamy wielu wspaniałych polskich sportowców, którzy wielokrotnie przyciągali czy też przyciągają nasz wzrok przed ekrany telewizorów. Nie jeden z nas doświadczał emocji równych zawałowi serca, w związku z różnymi wydarzeniami sportowymi. Reprezentacje siatkarzy, piłkarzy czy też szczypiornistów wiele razy zgotowały nam pewnego rodzaju horror. Również w dyscyplinach indywidualnych podczas oglądania zawodów emocje sięgają zenitu. Aby osiągnąć wymarzone cele sportowcy, jak sami przyznają, muszą czasem dużo poświęcić. Wielu z nich uważa, że to, iż tak daleko zaszli nie jest tylko ich zasługą. Oprócz rodziny, trenerów, mówią o wsparciu „z góry” – zawdzięczają swoje wyniki Bogu. Piękne jest to, że nie wstydzą się tego i z pokorą potrafią powiedzieć, że jest to Jego zasługa.

 

Robert Lewandowski – myślę, że nie trzeba przedstawiać w sposób szczególny kim jest ten pan oraz czym się zajmuje. Kluczowy zawodnik polskiej reprezentacji w piłce nożnej oraz jeden z najlepszych napastników na świecie – po prostu klasa światowa. Na taką opinię trzeba dużo pracować, ale jak sam „Lewy” stwierdza, sukces, który osiągnął zawdzięcza Bogu. Nie wstydzi się tego! Robert jest jednym z wielu uczestników znanej akcji społecznościowej Nie wstydzę się Jezusa. W wypowiedzi w ramach tej inicjatywy wspominał:

     We współczesnym świecie wszystko idzie bardzo szybko, nieraz zapominamy o naszych wartościach i o tym, co tak naprawdę jest dla nas najważniejsze. Dlatego też wiara pomaga mi na boisku, ale też poza nim, aby być po prostu dobrym człowiekiem i popełniać jak najmniej błędów.

 

Skoro jesteśmy w tematyce piłki nożnej, kolejną postacią, o której chciałbym napisać jest Jakub Błaszczykowski. „Kuba” również otwarcie mówi o Bogu. Według niego ogromne znaczenie ma to, jakim się jest człowiekiem. Błaszczykowski wielokrotnie podkreśla, że swoje wychowanie zawdzięcza babci. Mówi on, że wzrastał w dużej wierze:

            Babcia wychowała nas w dużej wierze po to, żeby być albo starać się być dobrym. Oczywiście nie zawsze jest tak, że jest super ekstra, bo są momenty słabości, ale staramy się, żeby tych momentów słabości było jak najmniej. Problemy są tylko kolejną rzeczą, z którą trzeba sobie po prostu poradzić. Wiem, że to się teraz tak prosto, łatwo mówi, ale oczywiście to nie jest łatwe. Pierwszą i najgorszą rzeczą, jaką można zrobić, to jest zaczynać się poddawać.

Ponadto Kuba mówi jak ważna dla niego jest codzienna Eucharystia, modlitwa oraz czytanie Pisma Świętego:

Najważniejsza jest dla mnie codzienna Eucharystia i czytanie Pisma Świętego. Czasami zwyczajnie, po ludzku, nie chce mi się. Modlitwa daje mi jednak siłę i staram się jej nie zaniedbywać. Wiem, że ani sława, ani pieniądze nie dają tyle radości, co bycie z Bogiem. Wiem, że moim nadrzędnym obowiązkiem jest przyznawać się do Chrystusa. W swoich wypowiedziach staram się dawać o Nim świadectwo. Z otrzymywanych listów wiem, że jest ono przez ludzi przyjmowane. Jestem zwykłym człowiekiem i moim nadrzędnym obowiązkiem jest głosić Chrystusa. Pan Bóg ma plan względem każdego, każdemu udziela odpowiednich darów, a naszym zadaniem jest ich nie zmarnować, lecz wykorzystać, dając świadectwo o Chrystusie.

Błaszczykowski jest również zaangażowany w inicjatywę Nie wstydzę się Jezusa. Był on także ambasadorem ŚDM 2016 w Krakowie.

 

Kto z nas nie zna, czy choćby nie kojarzy z nazwiska naszego skoczka, dwukrotnego mistrza olimpijskiego z 2014 roku Kamila Stocha. Wyznaje on w swoim życiu bardzo ważną zasadę: jeśli Bóg jest na pierwszym miejscu, to wszystko jest na właściwym miejscu.

Podkreśla on w swoich wypowiedziach, że każdego dnia odczuwa obecność i pomoc Bożą. To, że budzę się rano i mam siłę i zdrowie, aby robić to, co robię, oraz radość i przyjemność, jaką z tego czerpię, musi pochodzić od Pana. – mówi. Bogu zawdzięcza świetne wyniki na skoczniach oraz spotkania z życzliwymi mu ludźmi. Pięknym świadectwem jest jego dziękczynienie nie tylko za te chwile wyniosłe, które dostarczał  sobie i nam, ale też za te  chwile ciężkie – dziękuję Panu Bogu za wszystkie ciężkie chwile, bo po nich staję się mocniejszy – mówi w jednym w wywiadów.

Kamil uważa, że każdy człowiek powinien w swoim życiu określić konkretny cel, ale nie za niski i także nie za wysoki. Do tego co robi podchodzi z wielką ufnością oraz z pozytywnym nastawieniem. Uważa, że jeśli ktoś ufa Bogu, to nie ma dla niego rzeczy niemożliwych. Chciałbym wystartować na olimpiadzie i zdobyć złoty medal – takie marzenia 12-letniego Kamila Stocha zarejestrowała kamera. Ufał, wierzył i zdobył podwójny medal olimpijski – ora et labora w najczystszej postaci!

 

Mariusz Wlazły – swojego czasu czołowy zawodnik reprezentacji Polski oraz PGE Skra Bełchatów również jest świadkiem wiary, a Boga stawia na kluczowym miejscu w swoim życiu: życie opiera się na wierze, więc czym byłoby bez niej? – pyta. Dla Mariusza ważne jest, aby Boga nosić w swoim sercu. Mówi on, że we wszystkich momentach jego życia Bóg był przy nim i prowadził go: Zawsze staram się dziękować Mu za to, że prowadzi mnie przez życie. Nieraz bardzo krętą drogą, lecz na pewno ku prawdzie i oświeceniu. Jak się ma wiarę i chęci Bóg sam nas znajdzie. Zauważa on, że każdy zmierza w życiu do jakiegoś celu, który czasem ciężko jest osiągnąć. Wlazły podkreśla: nie zawsze się to udaje, lecz każda porażka jest jeszcze mocniejszą motywacją do osiągnięcia wyznaczonego celu. Ponadto wskazuje on, że fundamentem dla niego jest rodzina: Każda chwila spędzona w domu jest najważniejsza i niezastąpiona. Nie ma nic lepszego, jak nauczyć czegoś własne dziecko. Żona daje mi oparcie w ciężkich chwilach i podnosi na duchu.

 

fot.:@PodwójnyPunktWidzenia

Jeszcze jednym sportowcem, który może być dla nas świadkiem wiary, jest bramkarz reprezentacji Polski w piłkę ręczną Piotr Wyszomirski. Piotrek już w wieku 16 lat przeżył rozłąkę z rodzicami, ponieważ wyjechał do Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Gdańsku oddalonej od jego rodzinnej miejscowości o 400 km. Jak sam przyznaje: rozłąka z rodzicami była okropna. Jednak wiedziałem, że jest Ktoś kto mi pomoże, a tym Kimś jest Bóg. Szczególnie ważna dla niego była obecność Boga w momentach najtrudniejszych, w momencie kontuzji czy też różnych załamań i niepowodzeń. Wyszomirski powtarza w wywiadach: Bóg mi pomógł w życiu naprawdę i tego doświadczam cały czas. Dlatego staram się dawać świadectwo, że warto wierzyć, warto się modlić i warto żyć według przykazań, bo wtedy życie jest łatwiejsze. Piotr mówi, że w czasie zgrupowań również wymieniał się doświadczeniami wiary razem ze swoim kolegą Sławomirem Szmalem: Podczas zgrupowań kadry rozmawiałem o tym ze Sławkiem Szmalem, który też jest człowiekiem wierzącym. Wiara też mu pomaga w życiu, nie ukrywa tego, też to otwarcie mówi w wywiadach.

Najbardziej znanym wywiadem jest ten, którego udzielił po przegranym meczu o trzecie miejsce z reprezentacją Niemiec na IO w Rio. – Chcieliśmy walczyć do końca, ale nie wykorzystaliśmy swoich szans – analizował prze kamerami TVP bramkarz ze łzami w oczach. Po chwili „Wyszu” cytując polskiego kick-boksera Marka Piotrowskiego, wypowiedział mocne słowa w sposób bardzo emocjonalny: Przychodzi w życiu człowieka taki czas, w którym dźwiga krzyż nasiąknięty bólem, cierpieniem i niespełnionymi marzeniami, brakiem radosnych perspektyw. Często ten krzyż nas przygniata, ciężko jest wtedy wstać. Ja ci mówię: wstań i walcz. To twoje życie, Twój największy skarb.

 

Oprócz wyżej wspomnianych sportowców, mamy w naszych kadrach wielu innych, mówiących o Bogu. Wielu z nich to autorytety ludzi młodych, także niewierzących. Często ich życie pokazuje, że aby dotrzeć do wymarzonego celu należy zaprzeć się samego siebie, należy zaufać. Niejednokrotnie staramy się brać z nich przykład starając się być jak Oni. Może warto oprócz naśladowania ich umiejętności sportowych spojrzeć na ich życie, które jest wypełnione wiarą i naśladować ich również na tym poziomie.

My jako kibice również mamy pewną misję do zrealizowania. Naszym zadaniem nie jest tylko wiernie wspierać ich zaciskając swoje kciuki, głośno dopingując, ale ważne jest abyśmy otaczali ich modlitwą. Modlitwa za swoich ulubionych zawodników, za swoich idoli, w intencji ulubionej drużyny to znak pewnej bliskości, patriotyzmu.  Wspierajmy naszych zawodników!

 

Autor artykułu – Stanisław (kleryk roku III) jest nie tylko zapalonym kibicem, ale także bardzo aktywnym sportowcem. Gra w reprezentacji seminarium w piłce nożnej oraz koszykówce. W dodatku lubi biegać, a także często widać go ćwiczącego na naszej seminaryjnej siłowni.

Nie trzeba chyba mówić, że również dla Stanisława wiara jest fundamentem życia. Oto jego krótkie świadectwo:

Jak można zauważyć, życie wyżej wymienionych sportowców jest przesiąknięte wiarą. Także u mnie, wiara odgrywa bardzo istotną rolę. W wielu momentach mojej życiowej drogi pojawiało się zwątpienie, czy też zniechęcenie, co wielokrotnie spowodowało, że upadałem, że nie miałem już siły dalej biec do celu, którym jest nieustanne szczęście. Mimo tego wiedziałem, że jest Ktoś, kto nade mną czuwa. Dzisiaj jestem przekonany, że ten Ktoś to jest Bóg, który nigdy mnie nie opuścił, nawet wtedy, kiedy ja odpuszczałem, kiedy mówiłem, że jestem zbyt zmęczony, żeby dalej biec. Wiem jedno, że gdyby nie wiara, która jest zakorzeniona głęboko w moim sercu, nie byłbym szczęśliwym człowiekiem. To właśnie sam Bóg i droga razem z Nim są wyznacznikiem mojego  szczęścia. To On w największej chwili zwątpienia powiedział do mnie: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz Ci, którzy się źle mają”.   

 

fot. tyt.: unsplash.com

 

 

 

Zostaw swój komentarz

© 2020 Blog PWSD w Gnieźnie "Powołani". Wszelkie prawa zastrzeżone.