„Brat Albert w seminarium” – odsłona pierwsza

Oto pierwszy artykuł z serii „Brat Albert w seminarium”. Chcesz dowiedzieć się, co klerycy robią w wolnym czasie i jak można pomagać, a jednocześnie czerpać z tego mnóstwo przyjemności i uczyć się od innych? Koniecznie musisz przeczytać ten artykuł, a sam zechcesz stać się naśladowcą Brata Alberta.

Kawałek nieba, tego mi potrzeba…

Każdy z nas szuka jakiejś oazy w życiu. I nie myślę tu wcale o wodzie mineralnej znajdującej się na półkach jednego z popularnych marketów. Każdy szuka jakiegoś miejsca, azylu, w którym nabierze sił, zyska dystans do świata i ludzi, gdzie głowa odpocznie od natłoku spraw. Szuka miejsca, w którym nikt nie będzie pytał dlaczego nie zrobiłeś tego czy tamtego, dlaczego jesteś taki i taki. Szukasz miejsca i człowieka, który ucieszy się tym, że po prostu jesteś. Tak jesteś. I nie będzie od Ciebie niczego wymagał. Wpadnie Ci w ramiona, a Ciebie może od razu sparaliżuje, myśląc w głębi duszy O co chodzi, co jest grane? Przecież nikt tak „normalnie” nie robi.

Dom Pomocy Społecznej w Mielżynie. To mały kawałek nieba na mapie moich kleryckich – a sam mówię też „kleryczanych” – nierzadko pofałdowanych dróg. Dom. Nie żaden ośrodek, ale dom, w którym mieszka rodzina Jezusa. Siostry Dominikanki, które się nimi opiekują są dla nich jak matki. Jest także i ojciec Tadeusz OP. I jak na prawdziwego ojca przystało, ogarnia swoje dzieci miłością. Dom, dlatego, że tutaj jest atmosfera domu, pełna bliskości, naturalności, ciepła. Tutaj szybko demaskuje się sztuczność, nie ma miejsca na wyuczone zachowania czy pozy. Tu prawie każdy chodzi w kapciach, ma swój pokój, kubek, jadalnię. Tu pachnie domem, tu każdy ma swoje miejsce, czuje się swobodnie, po prostu jest u siebie. Każdy w swojej różnorodności jest chciany i akceptowany. Niektóre z podopiecznych rozwijają swoje zainteresowania. I tak na przykład Iwona zajmuje się pielęgnowaniem kwiatów, którymi chętnie dzieli się z gośćmi odwiedzającymi Dom w Mielżynie. Rzecz jasna i bardzo zabawna bywa na początku rozmowy z nią, gdy oznajmia Tobie, że za kwiatka będziesz musiał zapłacić 2 złote.  Jednak w rezultacie Iwona rezygnuje z wynagrodzenia za swoją pracę, byle dany delikwent dbał o powierzone mu zielone dobro. Karolina z kolei chętnie robi cuda na drutach, tzn. szaliki, swetry.

Mielżynem zachwyciłem się od pierwszego wejrzenia. Mieszkam blisko tej miejscowości, gdyż pochodzę z parafii p. w. Świętego Ducha we Wrześni, a więc do DPS-u miałem niby niedaleko. Jednak po raz pierwszy zawitałem tutaj dopiero jako kleryk. I za każdym razem nie mam ochoty stąd wyjeżdżać. Czas tutaj zawsze zbyt szybko dla mnie  płynie. Spędzamy go razem z podopiecznymi organizując zabawy integracyjne, rozmawiając, żartując, a także śpiewając nasze ulubione piosenki disco polo. Przede wszystkim jednak, myślę, że najważniejsza korzyść jaka płynie z tych spotkań, to bycie razem. To wzajemne ubogacenie, a dla nas kleryków zachęta, że warto dawać siebie innym i pokonać wszelkie trudności w dojściu do…Miłości.

Początkowy zachwyt powoli przeradza się w miłość. Dlaczego w miłość? Bo jak tu nie kochać ludzi, którzy na Ciebie czekają? Którzy o Tobie myślą? Którzy na twój widok nie chcą się od Ciebie odkleić? Dla których nie jesteś jednym z wielu obojętnych przechodniów, których spotykasz na ulicy, w kinie, sklepie czy na dyskotece, ale kimś ważnym? Którym uśmiech nie schodzi z twarzy? Tak uśmiech. To jest wprost nieprawdopodobne, że właśnie to wyjątkowe rozszerzenie kącików ust na twarzach wychowanków i opiekunek gości non stop. Bez znudzenia. Jeśli nie wierzysz mi na słowo, sam sprawdź. Przekonaj się. Na pewno przyjmą Cię z otwartymi ramionami. Załóż, jak mówił Franciszek podczas ŚDM w Krakowie, wygodne buty i rusz się z kanapy, a mój wpis dokończysz czytać później. W każdą niedzielę o godzinie 10. 30 odbywa się w mielżyńskiej kaplicy sióstr Msza święta, w której uczestniczą podopieczni. Serdecznie w imieniu mieszkańców Cię na nią zapraszam.

Mielżyńska śmietanka i elita Jezusa, środowisko Boskiego Wodza podnosi mnie na duchu w chwilach próby i zniechęcenia. Jezus przecież chodząc i nauczając w Jerozolimie mówił o tym, że Pan Bóg naprawdę miłuje i powołuje to, co niemocne, słabe, chore, nieszlachetnie urodzone i to co w ogóle nie jest, a nawet głupie – por. 1 Kor 1, 26-29 –  (tego doświadczam szczególnie  w czasie sesji). Oni stanowią środowisko Boskiego Wodza. To daje siłę do walki o siebie, by dać w końcu siebie innym. To jest podstawa misji ucznia Jezusa.

                                                                                                          Pablo

fot.: P. Balicki

Zostaw swój komentarz

© 2020 Blog PWSD w Gnieźnie "Powołani". Wszelkie prawa zastrzeżone.